W powszechnej świadomości kampania wrześniowa 1939 roku kojarzy się z kilkoma symbolicznymi miejscami i nazwiskami. Rzadziej wspomina się tych dowódców, którzy wykonali swoje zadanie bez spektakularnej legendy, bez medialnego rozgłosu i bez mitu „ostatniego naboju”. Do tej grupy należy gen. Emil Krukowicz-Przedrzymirski , dowódca Armii „Modlin”, która jako jedna z pierwszych przyjęła uderzenie Wehrmachtu nacierającego z Prus Wschodnich.
Urodzony 25 stycznia 1886 roku w Niemirowie, przeszedł drogę od oficera artylerii armii austro-węgierskiej, przez walki o niepodległość Polski, aż po stanowisko generała Wojska Polskiego II Rzeczypospolitej. Był oficerem wykształconym, wymagającym i rzeczowym. Nie należał do dowódców efektownych, należał do tych, którzy planują, liczą i przewidują.
We wrześniu 1939 roku stanął przed jednym z najtrudniejszych zadań operacyjnych: osłonić północne podejście do Warszawy i opóźnić marsz przeciwnika.
Architekt obrony pod Mławą
Gen. Krukowicz-Przedrzymirski doskonale rozumiał realia. Jego armia nie miała przewagi technologicznej, nie dysponowała dominacją w powietrzu ani nie była w pełni rozwinięta mobilizacyjnie. Wiedział, że bez przygotowanej obrony pierwsze uderzenie może doprowadzić do szybkiego przełamania.
Dlatego ogromny nacisk położył na system fortyfikacji pod Mławą. Betonowe schrony, rozmieszczone w oparciu o ukształtowanie terenu i sektory wzajemnego wsparcia ogniowego, nie były dziełem przypadku. Były elementem przemyślanej koncepcji obrony opóźniającej – takiej, która miała zatrzymać przeciwnika i zmusić go do wysiłku.
Obrona ta nie była improwizacją. Była świadomą próbą zrównoważenia przewagi przeciwnika poprzez inżynieryjne i taktyczne przygotowanie pola walki.
Logistyka i realia pierwszych dni wojny
Ocena działań generała wymaga uwzględnienia warunków, w jakich przyszło mu dowodzić.
Armia „Modlin” w pierwszych dniach wojny zmagała się z:
• ograniczonymi zapasami amunicji,
• problemami z łącznością,
• brakiem skutecznej osłony lotniczej,
• niedostatecznym zabezpieczeniem skrzydeł,
• trudnościami transportowymi spowodowanymi bombardowaniami i chaosem mobilizacyjnym.
Nie była to armia w pełni przygotowana do długiej wojny manewrowej. Była to formacja, która musiała walczyć w warunkach przewagi przeciwnika, zarówno w powietrzu, jak i w artylerii oraz mobilności.
Mimo to obrona pod Mławą nie załamała się w pierwszym dniu. Niemieckie natarcie zostało zatrzymane i zmuszone do zmiany sposobu działania. Przeciwnik musiał szukać obejścia pozycji, a nie tylko ją przełamywać frontalnie.
Decyzja o odwrocie – odpowiedzialność
Najtrudniejszą decyzją dla dowódcy nie jest rozkaz ataku, lecz rozkaz odwrotu.
Gdy zagrożenie oskrzydleniem stało się realne, gen. Krukowicz-Przedrzymirski podjął decyzję o wycofaniu sił. Nie była to kapitulacja ani panika. Była to chłodna kalkulacja operacyjna , zachować armię, aby mogła walczyć dalej, zamiast dopuścić do jej okrążenia i zniszczenia.
W realiach wojny manewrowej taka decyzja wymagała odwagi innego rodzaju niż trwanie „za wszelką cenę”. Obrona pod Mławą miała opóźnić przeciwnika – i to zadanie zostało wykonane.
Finał na emigracji
Po zakończeniu kampanii wrześniowej generał trafił do niewoli. Po wojnie nie wrócił do Polski rządzonej przez komunistów. Osiadł w Kanadzie, gdzie zmarł 29 maja 1957 roku w Toronto.
W realiach PRL nie było miejsca na szerokie upamiętnianie dowódców II Rzeczypospolitej, zwłaszcza tych, którzy pozostali na emigracji. Z czasem jego nazwisko zaczęło znikać z powszechnej świadomości.
Przywracanie pamięci
Gen. Emil Krukowicz-Przedrzymirski nie był dowódcą legendą w sensie romantycznym. Nie miał spektakularnej kontrofensywy ani oblężenia, które łatwo zamienić w symbol. Nie stworzył mitu, stworzył obronę, która działała w realnych, trudnych warunkach.
W pierwszych dniach wojny:
• przygotował przemyślany system obronny
• przyjął na siebie silne uderzenie przeciwnika
• utrzymał porządek dowodzenia mimo chaosu
• podjął racjonalną decyzję o odwrocie, ratując armię przed zniszczeniem.
Nie szafował krwią. Dowodził intelektem.
Przywracanie pamięci o nim nie oznacza budowania legendy ponad miarę. Oznacza uczciwą ocenę faktów i zrozumienie, że historia to nie tylko spektakularne zwycięstwa i dramatyczne klęski, lecz także odpowiedzialne decyzje podejmowane w warunkach przewagi przeciwnika.
Jeżeli chcemy rzetelnie opowiadać historię północnego Mazowsza i kampanii 1939 roku, nazwisko gen. Emila Krukowicza-Przedrzymirskiego powinno wrócić na należne mu miejsce – nie jako mit, lecz jako przykład dowódcy, który w najtrudniejszym momencie nie zawiódł.
Autor: Radosław Bienias
Stowarzyszenie Historyczno-Eksploracyjne " Zawkrze "